Owca wołoska

i jej znaczenie dla Liptowa

Peter Kompiš
hodowca

kwiecień 2021

O oryginalnej rasie – owcy wołoskiej, podejściu do pasterstwa, opiece i trosce o zwierzęta, a przede wszystkim o ogromnym entuzjazmie, który temu towarzyszy opowiada pan Peter Kompiš z Doliny Czutkowskiej.

Na początek spróbujmy sobie odpowiedzieć na pytanie, jakie są wyobrażenia o szałaśnictwie?

Wyobrażenia są bardzo romantyczne, ale jeśli kogoś naprawdę do tego nie ciągnie, to szybko ucieknie. Znałem takich, którzy przychodzili, na początku mieli idealistyczne wizje, ale jak kilka razy zmokli na hali albo okazało się, że nie mogą sobie robić, co chcą i kiedy chcą, uciekli, gdzie pieprz rośnie.

Czy szałaśnictwo jest dziś w ogóle potrzebne?

Trudno powiedzieć, czy słowo „potrzebne” jest adekwatne, nie wydaje mi się właściwe. Kiedy zacząłem się zastanawiać nad owcą wołoską i jej znaczeniem, najpierw wybrałem się, aby porozmawiać z ludźmi, którzy znają się na przyrodzie i jej kaprysach, żeby zrozumieć całą tę „filozofię”.

Prawda jest taka, że przyroda nie potrzebuje owczarstwa, dla niej jest to właściwie coś obcego. Niektóre biotopy, oczywiście, istnieją dzięki owczarstwu, ale i bez tego by się obyły.

Jedyny prawdziwy sens owczarstwa to nadanie sensu życia tym, którzy chcą takie życie prowadzić. Cała reszta jest sztuczna. Nie ma w tym niczego, co może pociągać, niczego, co przyniosła cywilizacja. Tutaj traci się tę wolność, jaką daje cywilizacja, jeśli w ogóle można to tak nazwać

Dlaczego wybrał pan właśnie tę rasę i ten styl życia?

Jestem z wykształcenia inżynierem, a to, co robię jest dokładnym przeciwieństwem. Tutaj każdy dzień jest inny, ciągle dzieje się coś nowego. Choć może się wydawać, że popada się w rutynę, owce ciągle czymś zaskakują. To żywe istoty, dlatego zawsze może się zdarzyć coś nieprzewidzianego, podczas wypasania czy wykotu. Tak jak każda matka jest inna, tak i baran.

Dla mnie jest to praca ściśle związana z przyrodą. Początkowo nie znałem tej rasy, ale kiedy zacząłem o niej czytać, od razu mnie wciągnęło. Poznałem Mira Blcháča, panią Zuskinovą i samo poszło. 

Poza tym mam wrażenie, że we krwi owcy wołoskiej jest coś niezwykłego. Nie wiem jeszcze, co to jest, ale intuicyjnie czuję, że chronimy coś, co może być dla nas w przyszłości bardzo ważne.

Na czym polega specyfika tej rasy?

Przede wszystkim ma rogi. Wszystkie owce tej rasy są rogate, często są to duże i powykręcane rogi. Owcę z dużymi rogami na boki nazywa się „kornuta”, a „siuta” to owca bez rogów. Gazdowie rozpoznawali kiedyś swoje owce po rogach albo po tzw. „masce”, czyli wyrazie i tak też je nazywali: Wielkooka, Mucha, Bielica.

Kolejnym wyróżnikiem tej rasy jest łatwość chodzenia w trudnym terenie, która ukształtowała się naturalnie. Hodowla nie była kiedyś na takim poziomie jak dziś, a owce wypasano w trudno dostępnych miejscach, musiały sobie radzić.

A użytkowość?

Owca wołoska ma raczej pozwolić człowiekowi przetrwać. W czasach wielkiego kryzysu, kiedy ludzie wyjeżdżali do Ameryki, na Słowacji zostali ci, którzy mieli stada liczące około 30 owiec. Wełna, mięso i mleko pozwoliły im przetrwać. Jak to się mówi, potrójna korzyść.

Jak dużą miłością trzeba darzyć te zwierzęta?

Nie powiedziałbym nawet, że dużą, raczej naturalną. Człowiek musi się pogodzić ze śmiercią, musi to sobie poukładać w głowie. To niełatwe, ale tak się dzieje, jakoś z tym trzeba żyć. A przede wszystkim chcieć zrozumieć zwierzęta i nie stawiać się ponad przyrodą.

Peter Kompiš naprawdę kocha przyrodę, a owce wprost do niego lgną. Lubi też zarażać swoją miłością do zwierząt i owiec wołoskich turystów, dlatego Dolina Czutkowska z „Kolibą u dobrego pasterza” przyczyniają się do rozwoju zrównoważonej turystyki na Liptowie.

Liptov planner